sobota, 4 marca 2017

Marian, Gumowy i Szczurek. Lubią siedzieć na przystanku, pić piwo, rozmawiać o pogodzie. Mieszkają w miasteczku kurorcie więc poza sezonem wakacyjnym niewiele się dzieje. Nuda, stagnacja, marazm, bezsens, szara rzeczywistość. Nomenklatura jest nieistotna. Tyle, że teraz zastanawiam się co właściwie jest ważne w tej opowieści. Może Gumowy, jego kalectwo i samotność po rozwodzie z żoną. Szczurek i plany ponownej emigracji żeby nie skończyć aż tak źle jak ojciec. I w końcu Marian mieszkający w przyczepie kempingowej. Morze po kolana to obrazki z życia. Takiego jakie jest nie tylko na wsi i w zapomnianych miasteczkach. Masz doła i bolące życie? Polecam komiks Podolca i Kołodziejczyka. Można się przekonać że nie jest się samemu w czarnej dziurze albo że ubytek nie jest aż taki straszny. Lubię takie historie, polecam.


 

sobota, 25 lutego 2017

Czy ktoś wie jakie to uczucie czytać książkę przez 2 miesiące? Ja wiem i nie polecam. Wreszcie znalazłam chwilowe zatrudnienie ale jakim kosztem..Dobra, koniec tego melodramatu przejdę więc do meritum. Mit urody chciałam przeczytać już od pewnego czasu. Taka się ze mnie zrobiła feministka, że co jakiś czas inwestuję w literaturę tego typu. Naomi Wolf opisuje bezwzględny świat, w którym kobiety mają gorzej niż mężczyźni. Powołuje się na przykłady z każdej możliwej dziedziny życia. Kultura masowa, polityka, marketing, rynek pracy, przemoc, chirurgia plastyczna. Książka nie jest zła, może momentami agresywna ale specjalnie mi to nie przeszkadzało. Podziwiam za to wyobraźnię autorki. Potrafiła wszystko przekręcić na korzyść uciśnionej słabszej płci. "O kot zjadł mi kanapkę, to dlatego że jestem kobietą, mój kot to mizogin! Dobra, przesadzam ale mniej więcej tak to momentami wyglądało. Mit urody nie zmienił mojego życia, nadal się nie maluję (strata czasu, lepiej pospać) ale pewne rzeczy mi uświadomił. Książkę mimo wszystko polecam. Proszę nie sugerować się moim przytkaniem literackim.
 
 
 

sobota, 28 stycznia 2017

Czasem muszę zrobić sobie przerwę i przeczytać głupią książkę. Tym razem padło na Udawajmy, że to się nie wydarzyło. Jest to autobiografia niejakiej Jenny Lawson. Nie słyszałam o niej wcześniej ale niedźwiedź na okładce mnie przekonał. I jest to przestroga dla mnie na przyszłość. W pewnym sensie. Autorka prowadzi bloga i jak sama mówi umieszcza na nim kompromitujące momenty ze swojego życia. Całkiem oryginalny pomysł. Zyskała rzesze fanów więc wydanie książki było tylko kwestią czasu. Lawson od dzieciństwa mieszkała w Teksasie. Jej ojciec prowadził zakład taksydermiczny. Wolałabym nigdy nie poznać tego słowa ale niestety jest już po fakcie. Tak, wypychał zwierzęta. Mamy więc opisy jego praktyk, mordowanie matek, zabieranie futrzanych sierot do domu ku uciesze małęj autorki i jej siostry. A zapomniałam dodać, że wszystko jest opisane w przezabawny sposób. Cała książka jest taka. No dobra, przejdę dalej. Oprócz skór, krwi, gotujących się czasek jest jeszcze dorastanie na wsi. Szkoła rolnicza, eksperymenty z narkotykami, traumy z dzieciństwa i co najbardziej mnie zainteresowało napady lękowe autorki. Wszystko to podane w prześmiewczy sposób. To trochę ratuje sytuację. Podsumowanie: Udawajmy opowiada o dziewczynie z nietypowym poczuciem humoru, która ma do siebie ogromny dystans. Pomijając taksydermię książka była ok tyle, że w połowie zaczęła mnie nudzić. Polecam na odstresowanie się osobom nieczułym na cierpienia zwierząt.


 

sobota, 21 stycznia 2017

Kolejna przypadkowa złotówkowa obozowa książka. Niebo bez ptaków to wspomnienia z pobytu na Majdanku ( nie wiem czy "na" brzmi tak jak powinno). Autorka trafiła tam prosto z Pawiaka, gdzie siedziała za konspirację. Tak więc Majdanek. Były to początki obozu, tworzenie wewnętrznych struktur, budowanie baraków i dróg. Danuta Brzosko- Mędryk wraz z koleżankami z Pawiaka stworzyła coś na kształt samopomocy. By życie w obozie było znośne więźniarki pomagały sobie nawzajem. Wiem, obóz koncentracyjny i "znośne" życie zasadniczo się wyklucza ale nie do końca. Gdy ktoś chorował załatwiano leki, ukradzione buty trafiały z powrotem do właścicielki, słabe kobiety mogły liczyć na ukrycie się w barakach znajomych czy wykreślenie z listy śmierci. Dodatkowo stworzono radio czyli codzienne czytanie aktualności z Majdanka i frontu, wzbogacone o wiersze i piosenki. Okoliczna ludność również pomagała pośrednicząc w kontaktach z rodzinami więźniów oraz przygotowywaniem paczek. Niebo bez ptaków pokazuje też działanie poszczególnych części obozu. Młoda autorka pracowała bowiem jako pokojówka, pielęgniarka czy magazynier. I tak. Lubię czytać takie wspomnienia ale te mnie nie ruszyły. Może mam przesyt tego typu literaturą albo mam serce z kamienia. Reasumując średnia książka.


 

sobota, 14 stycznia 2017

Kurczak ze śliwkami to ulubione danie Nassera Alego. Jednak jego żona nie potrafi przyrządzić potrawy tak jak matka. Podobnie jak nie jest zdolna dłużej tolerować jego pasji do muzyki. Ukochany instrument podczas kłótni zostaje złamany. I jest to początek końca. Mężczyzna nie mogąc znaleźć godnego zastępcy traci natchnienie i sens życia. W skrócie postanawia umrzeć. Leżąc odłogiem w łóżku wspomina swoje dzieciństwo, pierwszą miłość, koncerty i nietrafione wybory.
Kurczak to nie tylko opowieść o pustce i ograniczeniach. To historia o szczęściu, które łatwo można stracić robiąc coś wbrew sobie. Po tak wzniosłych słowach pozostaje mi tylko polecić komiks Satrapi. Nie spodziewałam się, że na tych kilkudziesięciu stronach będzie aż tyle treści.